Kościół Szkoła Strzelnica Mennica

Taka Polonia będzie jakie jej młodzieży chowanie – wywiad z dyrektorem Akademii Języka Polskiego w Szkocji

Zawsze podkreślał, że wszyscy Polacy mają pamiętać, że są Polakami i z okazji Święta Konstytucji 3. Maja oraz Święta Odzyskania Niepodległości powinni śpiewać Hymn.

***

Z Panią Małgorzatą Firlit, Dyrektorem Akademii Języka Polskiego Im. Gen. Stanisława Maczka w Edynburgu i Dalkeith rozmawia Arkadiusz Wiśnik.

***

Skąd wziął się pomysł na otworzenie polskiej szkoły?
Czy zrodził się jeszcze w Polsce? A może tu na miejscu w Szkocji? Było to życiowe marzenie?

Nie, nie było to marzenie przez całe życie. Przed wyjazdem z Polski obiecałam sobie, że nie będę już pracowała w szkole.
Na miejscu okazało się, ze zapotrzebowanie na nauczycieli jest ogromne. To, że powstała szkoła wynikało z tego, ze uczyłam dzieci prywatnie .

Rozumiem ,że chciała Pani uczyć dzieci w domu.

Chciałam odpocząć i w ogóle nie uczyć. Ale jak to kiedyś, powiedział jeden z moich profesorów „nigdy nie przestaje się być pedagogiem”. Okazało się, że w moim przypadku też tak było. Tak naprawdę nie uczyłam może dwa, trzy miesiące po wylądowaniu w Szkocji.
Najpierw uczyłam dzieci sąsiadki, później sąsiadki sąsiadki.
Następnie koleżanki i koleżanki koleżanki.

Czyli wszystko zaczęło się spontanicznie

Tak. Nigdy nie dawałam nigdzie żadnego ogłoszenia.

A dzieci przybywało i przybywało

… i brakowało mi już czasu. Wiadomo, że lekcje prywatne mogły odbywać się tylko popołudniami, więc brakowało mi czasu, żebym mogła uczyć wszystkie chętne dzieci.
Plan otwarcia szkoły rzeczywiście chodził mi po głowie, gdzieś to kiełkowało. Ostateczna decyzja zapadła po rozmowach z rodzicami uczniów. Wynikała z potrzeby rynku. Sama mieszkam na obrzeżach Edynburga, więc wiem, że „wszystko co polskie”, w tamtym czasie skoncentrowane było na Leitwalk’u lub w okolicy centrum Edynburga. Dojeżdżałam z synem do polskiej szkoły dosyć daleko, więc zdawałam sobie sprawę, że rodzice np. z Dalkeith i okolic południa Edynbyrga tez muszą jechać do polskiej szkoły przynajmniej 40 minut, a nawet półtorej godziny.
Nie myślałam jednak, że rozwój szkoły w Dalkeith będzie tak dynamiczny.
To miała być taka mała szkółka.
Miałam uczyć dzieci w jednej sali, ale już na spotkanie organizacyjne w Dalkeith, przyszli rodzice 23 uczniów i trzeba było wynająć tych sal więcej. Miały to więc być dwie sale i dwie panie.

I powstaje Edukacyjne Centrum Polonijne

To akurat był mój pomysł. Nie pracuję wśród Szkotów, nie pracuję w żadnej firmie. Mając lekcje prywatne wiedziałam od rodziców swoich uczniów, że brakuje takiego miejsca, gdzie można by było spotkać się, mówić po polsku i np szydełkować itp. Gdzie można by było prowadzić szkolenia dla nauczycieli niezbędne do pracy z dziećmi polonijnymi. Inaczej wygląda nauczanie dzieci dwu czy wielojęzycznych niż dzieci w Polsce.
Na początku razem z koleżanką miałyśmy pomysł, żeby stworzyć centrum, gdzie miałybyśmy swój budynek, w którym byłyby dwie, trzy maksymalnie cztery sale lekcyjne. Rodzice mogliby przyjść wypić kawę, zrobić kartki świąteczne czy pokleić modele z dziećmi. To miał być bardziej taki dom kultury, ale właśnie poza Edynburgiem. Stąd powstało Edukacyjne Centrum Polonijne, które miało edukować i nauczycieli i dzieci i pomagać rodzicom.
Jednak szkoły rozrosły się w tak szybkim tempie, że na razie nie mamy czasu na dodatkowe projekty.

Edukacyjne Centrum Polonijne jest stowarzyszeniem. Dlaczego nie jest np. fundacją. jak to wygląda od strony formalnej.

Forma stowarzyszenia jest taka a nie inna, ponieważ nie istniejemy po to, żeby zarabiać, tylko żeby coś zrobić dla społeczności polsko-szkockiej. Z naciskiem na polskiej.
Byliśmy u prawnika i powiedzieliśmy jaką chcemy prowadzić działalność. Prawniczka zaproponowała nam założenie stowarzyszenia.

Czy szkoły są samodzielnymi placówkami czy opartymi o stowarzyszenie?

Szkoły to jest mój autorski projekt przy stowarzyszeniu. Od samego początku istnienia ECP miałam zajmować się edukacją. Koleżanka miała zajmować się projektami dodatkowymi.
W trakcie tej działalności jakoś tak te nasze drogi się rozeszły, Ona zajęła się trochę innym projektem. Nie będę tu mówiła jakim, bo nie wiem czy mogę? Nie pytałam Jej o to.
Robi teraz fajną rzecz też dla Polonii.

Proszę powiedzieć ile dokładnie było na początku osób zaangażowanych w to przedsięwzięcie?

Zaczynaliśmy w pięć osób. Dwóm z nich postawiono warunek w ich pracy: albo tu, albo tam. Mnie z reszta też. Zaryzykowałam. Postawiłam wybitnie na ECP i na szkołę.

Wszyscy państwo jesteście pedagogami? Są wśród was przedsiębiorcy?

W większości jesteśmy pedagogami. Osoby z mojej rodziny nie są pedagogami, ale bez Ich wsparcia, sama bym nigdy w życiu tego nie udźwignęła. Nie ma szans.

Mamy stowarzyszenie. Są szkolenia dla nauczycieli. I jest otwarcie szkoły.
Pamięta Pani jeszcze te emocje , które były w pierwszych dniach?

Dzisiaj jak sobie to przypomnę….to naprawdę…
Powiem tak: był to ogromny stres
Wglądało to bardzo fajnie na papierze. Jak się było w council’u (urząd miasta), jak się było u prawnika to wszystko było takie bardzo proste. Powiedziano nam – „proszę wybierzcie sobie miejsce, gdzie chcecie mieć szkołę.
Tam wam wynajmiemy klasy. Ile klas chcecie?”
Mając wtedy na liście dzieci od 6 do 10 r.ż. wybraliśmy primary school (szkoła podstawowa).
Okazało się, że w tej szkole nie są wynajmowane sale.
Dwa dni przed zajęciami zmieniono ją nam na inną .
Próbowaliśmy wtedy zawiadomić wszystkich rodziców sms-em. Niestety, nie udało się zawiadomić wszystkich. To była dla nas przykra sytuacja.
Później znów dowiedzieliśmy się, że w primary school są inne zwyczaje i nie możemy tak wchodzić i wychodzić kiedy chcemy. Drzwi wejściowe muszą być zamknięte. Ponownie zaczęliśmy szukać innej szkoły.
Trafiliśmy do Newbattle High School w Mayfield. Tam nas przyjęto bardzo gorąco. Poprzedni dyrektor przyszedł do nas na lekcje. Rozmawiał z dziećmi. Oglądał książki.
Nigdy ze strony dyrekcji, czy kadry nauczycielskiej nie usłyszeliśmy nic negatywnego na temat naszej szkoły. Wręcz przeciwnie, same pochwały. Nawet, że są dumni, że dzieci uczą się z książek, że dzieci chcą uczyć się języka dodatkowego , polskiego.

Drugą placówkę otworzyliście w Edynburgu

Jeżeli chodzi o Edynburg , to wiedząc już jaka była historia z primary od razu znaleźliśmy high school.
Była to Craigroyston High School. Niestety tam ze strony dyrekcji i nauczycieli były przykre sytuacje.
I tak na prawdę pani z council’u (urzedu miasta) zaproponowała nam byśmy znaleźli inna szkołę, bo tam nie jesteśmy mile widziani. Tutaj nie jest tak jak w Polsce, ze o wynajęciu sal w szkole decyduje tylko i wyłacznie dyrektor, jeśli jakiś nauczyciel nie zgadza się na udostępnienie sali lekcyjnej ,to council nie może jej wynająć .Klasa jakby należy do nauczyciela .

A jak wygląda współpraca z jednostkami samorządowymi. Z władzami oświatowymi szkockimi.
Z innymi organizacjami?

To znaczy tak. My nie podlegamy pod władzę oswiatową szkocką, bo nie pracujemy w sytemie szkockim. Czyli nas nic nie obowiązuje co jest w systemie szkockim.
Współpracujemy z wieloma organizacjami. Ze Stowarzyszeniem Niedźwiedzia Wojtka, szczególnie z Aileen Orr autorką książki „Niedźwiedź Wojtek.Niezwykły żołnierz gen, Andersa”; Oczywiście ze Stowarzyszeniem Gen. Maczka Genaral Stanislaw Maczek Memorial Trust;
Heritage Lottery Fund sfinansowało nasz projekt: „Młodzi Odkrywcy Polsko Szkockiego Dziedzictwa”
Dostaliśmy na to naprawdę ogromne pieniądze, które wykorzystaliśmy do ostatniego funcika. Naprawde nigdy nie usłyszeliśmy czegoś takiego , że ” O jej jak dla Polaków to nie ma”, „jak polska inicjatywa , bo wy tam uczycie polskiego”. „Czy jak dla Polaków to nie ma funduszy”. Wręcz przeciwnie.

Czy ECP współpracuje z polskimi organizacjami, placówkami dyplomatycznymi. Czy możecie liczyć na pomoc z Polski?

Bardzo dobry kontakt mamy ze Stowarzyszeniem Wspólnota Polska.
Szczególnie z Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia Wspólnota Polska.
Również z Macierzą Polską w Londynie.
Jeśli chodzi o Konsulat w Edynburgu zawsze możemy liczyć na pomoc. Ile razy o coś poprosimy, jeśli mamy jakieś problemy nigdy nie było tak, ze panie w Konsulacie czy pan Konsul nam odmówili.
Co roku składamy do Konsulatu projekt dofinansowania.
Już od samego początku wszystkie książki na zakończenie roku szkolnego i na „Polski Dzień”, który jest w pierwszy weekend maja, ufundowane są przez Konsulat.

Jeśli chodzi o szkolenia nauczycieli , które są organizowane przez ECP , są zupełnie finansowane ze środków, które pozyskuje Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia Wspólnota Polska.
Nasze dzieci były w Polsce jesienią na wycieczce „Śladami Niepodległej”. Jest to projekt ‚Rodzina Polonijna, który również jest sfinansowany ze środków , które pozyskała Wspólnota Polska z MEN.
Z kolei dzieci z Polski przyjadą do nas w maju.

W jaki sposób jesteście związani z Ministerstwem Edukacji Narodowej w Polsce?

My nie podlegamy bezpośrednio pod ministerstwo polskie. Nasze dzieci nie mogą dostać świadectwa ukończenia szkoły polskiej, ponieważ nie pracujemy w polskim systemie edukacyjnym.
Mieliśmy wybór jeśli chodzi o program nauczania.
Realizujemy taki, który jest dla dzieci polonijnych.
Zatwierdzony przez ministerstwo, ale nie narzucony. Podobnie jest z podręcznikami. Mogliśmy wybrać, najodpowiedniejsze dla nas, a nawet napisać sami.

Których podręczników więc używacie?

Korzystamy z książek napisanych przez nauczycielkę w Stanach Zjednoczonych i tam też wydanych. Naszym zdaniem są one bardzo dobre dla polonijnych dzieci, które maja podobne przeżycia i doświadczenia. Piszą listy do kuzynki z Polski. Spędzają wakacje w Polsce. Jeżdżą do babci czy cioci.

Akademia Języka Polskiego.Tak nazywa się szkoła. Zapytam więc o priorytety nauczania

Na pewno priorytetem jest Język polski, historia Polski i geografia Polski. Mniejszy nacisk kładziemy na przedmioty ścisłe. Dodatkowo prowadzimy też zajęcia artystyczne. Oczywiście też piosenki polskie, które są wplecione w lekcje języka polskiego. Nie ma oddzielnych zajęć takich jak muzyka. Program dla dzieci polonijnych jest okrojony o wszystko to, czego uczą się dzieci w danym kraju w codziennej szkole.
Matematyka tez jest na ostatnim miejscu, bo wiadomo ze dzieci uczą się jej w swojej szkole. Bardziej nam zależy na tym, żeby dzieci znały pojęcia matematyczne po polsku. Są takie sytuacje, kiedy dziecko wraca do Polski i nie wie co to jest trójkąt równoboczny, bo nie zna polskiej nazwy tej figury geometrycznej, mimo, że zna ją po angielsku.

Jak wygląda dobór lektur? Sprawdziłem sugestie ministerstwa i zszokowało mnie to, że w przedziale 10- 13 lat jest taka pozycja jak Wiedźmin Sapkowskiego.

Nasze lektury, są to lektury, że tak powiem tradycyjne. Które my mieliśmy jako dzieci. Staramy się też dawać dzieciom książki, które są związane z jakąś legendą w Polsce, miastem czy historią. Również ciekawa książka ” Afryka Kazika” , która nie jest w ogóle lekturą, ale my ja omawiamy. W czwartej klasie są dwie czytanki dotyczące wyprawy Kazimierza Nowaka do Afryki. Dzieci w trzeciej klasie na koniec roku dostały właśnie te książki z piękna dużą mapą Afryki, żeby później mogły je omawiać w następnej klasie.
Tam są króciutkie opowiadania, które są długości naszych czytanek. Dzieci się więc nie zmęczą, a będą miały wrażenie że szybko przeczytają cała książkę. Od tego miesiąca wprowadziliśmy też w klasach drugich i trzecich książeczki bardzo krótkie , które dzieci przynoszą do domu. Czytają i odnoszą do szkoły, żeby wymienić się z rówieśnikami z klasy. Motywujemy uczniów do prowadzenia zeszytów lektur. Chcemy więc zachęcić dzieci, by czytały różne książki po polsku. Nie chcemy niczego narzucać, bo zdajemy sobie sprawę, że jedni rodzice maja takie książki, a inni inne. Nawet jeśli to będzie „Wiedźmin”, jeżeli rodzice na to pozwalają, to my się cieszymy, że dziecko przeczytało książkę po polsku. Niczego nie narzucamy, ale staramy się by uczniowie poznali Brzechwę , Tuwima, lektury tradycyjne. Są niestety i takie sytuacje, kiedy dzieci nigdy nie słyszały o tych autorach,bo nigdy nie były w Polsce, a rodzice też się nie kupują tradycyjnych wierszy czy bajek do poczytania. Staramy się więc tak konstruować nasze nagrody książkowe, by dzieci miały możliwość zapoznania się z naszymi twórcami, żeby każdy Polak wiedział, że był ktoś taki jak Tuwim, Brzechwa, Słowacki, Mickiewicz, Reymont.

Jesteście tez otwarci na naukę religii.

My wychodzimy z założenia, że dla dziecka polonijnego dobra jest każda forma aktywności, czy zajęcia po polsku. Czy to jest Harcerstwo, Zuchy, piłka nożna, religia czy polska szkoła. Obojętnie co by to nie było, to jako matka dziecka dwujęzycznego i jako pedagog uważam, że wszędzie się dziecko czegoś nauczy co zostanie w jego głowie. Wiadomo, że dziecko może przystępować do sakramentów po angielsku, ale niektórym rodzicom zależy na tym, by dzieci nauczyły się modlitw w języku polskim. Pan Michał uczy tylko po polsku, dzieci śpiewają polskie pieśni religijne. To też jest ważne. Przy tym dziecko poznaje zupełnie inne słownictwo, bardzo często archaiczne, ale jest to nasza kultura, nasze dziedzictwo. Nie odcinamy się od niczego co polskie.
My jako szkoła nie nauczamy religii, nie wchodzimy w kompetencje Katechetów. Pan Michał jest w naszej kadrze, ale o programie nauczania decyduje Ksiądz Proboszcz. Jeśli rodzice tego chcą, to mają możliwość zapisania dziecka na religię.

Wrócę do ECP. Organizujecie wiele imprez poza lekcyjnych jak np. Patriotyczny Piknik Rodzinny czy obchody Święta Niepodległości , Jasełka
Imprezy integrujące Polaków. Czy to wynik zapotrzebowania czy inicjatywa wychodzi zawsze od was?

Myślę , że jedno i drugie. Robimy wszystko, żeby dla dzieci ta szkoła nie była tylko i wyłącznie, takim miejscem, gdzie wchodzimy, uczymy się, piszemy, siedzimy prosto. Nie. Chcemy, aby nasze dzieci mogły też przyjść z rodzicami. żeby można było zjeść polskie ciasto, zaśpiewać polskie piosenki na scenie. Dzieci to uwielbiają. Czy pobawić się w tradycyjne polskie gry.
Na ostatnim pikniku kapsle zrobiły niesamowitą furorę.
Staramy się by Polska nie kojarzyła się dzieciom tylko z polską szkoła. Nie wszystkie dzieci mają możliwość latania do ojczyzny i dlatego staramy się pokazywać jak najwięcej Polski tutaj. To jest inicjatywa i nasza, ale także i rodziców.
Każda inicjatywa , która integruje Polaków jest dobra, szczególnie w której mogą brać udział dzieci. Dla dorosłych jest więcej imprez. Mogą pójść na koncert itd.
W październiku na Grantonie (dzielnica Edynburga)mieliśmy „Przystanek Dwujęzyczność”, który zakończył się „dniem rodzinnym”.

Generał Stanisław Maczek.
Kto odnalazł generała? I kto wpadł na pomysł by akademię nazwać jego imieniem?

Przyznam się, że jadąc do Edynburga przeczytałam historie tego miasta, ale nigdy nie skupiłam się na historii polskiej w Edynburgu czy w Szkocji.
Dopiero przygotowując projekt wycieczek śladami historii polsko- szkockiej zagłębiłam się w temat. I odkryłam ślady Andersa, Maczka… A ponieważ była już tutaj szkoła związana z Andersem tj. Niedźwiedziem Wojtkiem i tak naprawdę Anders nigdy nie mieszkał w Edynburgu, to wybór padł na gen.Maczka. Była to rzeczywiście podpowiedź mojej koleżanki, która współpracuje z nami cały czas i wiele nam pomaga. Maczek żył tu tyle lat. Był wybitnym dowódcą. Nie przegrał żadnej bitwy. Nigdy nie zostawił swoich żołnierzy. Nawet kazał pochować się wśród nich w Bredzie w Holandii.
Mocno związany z życiem Polonii edynburskiej. Idealny kandydat na patrona szkoły. Urodzony w Polsce, a żyjący tu na obczyźnie. Miał podobne tęsknoty, wzruszenia czy wspomnienia jak my. Wielki polski patriota.
Dla mnie było to też nowością. Wiadomo, że naukę odbyłam w okresie, gdzie w szkole na lekcjach historii nie wszystko nam mówiono. Nie do końca znałam historię i powojenne losy żołnierzy polskich na terenie Wielkiej Brytanii. Nie miałam przodków, którzy walczyliby w armii Andersa czy Maczka, więc też nie miałam skąd zaczerpnąć informacji.

Kiedy podjęliście decyzję o nadaniu imienia gen. Maczka Akademii Języka Polskiego?

Już w pierwszym roku istnienia szkoły wiedzieliśmy, ze patronem będzie Gen. Maczek, czekaliśmy na dobrą okazję.
W momencie, kiedy robiliśmy koszulki szkolne wiedzieliśmy już , ze będziemy się starali o zrobienie sztandaru. I wtedy też te informacje umieściliśmy oficjalnie na naszej stronie internetowej.

A kto był fundatorem sztandaru?

Sztandar otrzymaliśmy od Fundacji General Stanisław Maczek Memorial Trust. Założonej przez szkockiego członka Izby Lordów, Lorda Frasera of Carmyllie. Parlamentarzystę wysłanego przez Londyn na uroczystości pogrzebowe Gen. Maczka. Tam dowiedział się jakim wspaniałym człowiekiem był generał i jak wiele dokonał podczas II wojny światowej i jak bardzo zasłużył się dla Szkocji. Postanowił, że pamięć o takim człowieku nie może zaginąć.
Członkowie tej fundacji byli więc zachwyceni tym, że chcemy naszej szkole nadać imię Stanisława Maczka. Odwiedzili nas.To oni przekazali nam sztandar, który ufundowali w całości. Jest to wielki ukłon w stronę naszej szkoły. Dopiero Konsul Generalny poinformował nas o tym, ze jesteśmy pierwsza polonijna szkołą w Szkocji, która ma sztandar. Jest to dla nas ogromnym zaszczytem.
Było nam łatwo wytłumaczyć naszym dzieciom dlaczego nosimy imię Maczka. Tak samo jak my, urodził się gdzie indziej, a żył tutaj. Jest to taki nasz patron, który jest związany i z Polską i Szkocją. I o takiego patrona nam chodziło. Wiadomo, że jest mnóstwo wybitnych Polaków, ale chcieliśmy, żeby był to ktoś, kto tak jak nasze dzieci, jak my jak kadra miał te same dwie ojczyzny.

Czy poznaliście rodzinę generała?

Tak. Jego syn Andrzej powiedział, że tata byłby dumny, że pamięć o nim czczona jest właśnie w ten sposób. Na pewno nie chciałby stać gdzieś na tradycyjnym pomniku/piedestale. A szkoła jego imienia to jest taka żywa pamięć. Nie mamy jego wizerunku w logo, bo czerwony mak bardziej wpasowuje się w symbolikę i polska i szkocką, ale już na sztandarze widnieje postać generała.

Musze przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Stanisław Maczek. Żołnierz. Generał. A z wykształcenia filozof i polonista. Wielki człowiek a przy tym niebywale skromny.

A tego akurat nie wiedziałam ,że był polonistą choć od „powojennej” Polonii słyszałam wiele ciekawostek i anegdot o nim.
Przyznam, że jego syn Andrzej i wnuczka Karolina są też niebywale skromnymi, ciepłymi ludźmi.Przebywanie przy nich to było coś tak magicznego, jak siedzenie na kolanach Świętego Mikołaja, gdy było się małym dzieckiem. To było takie samo przeżycie. Poznanie rodziny generała Maczka utwierdziło nas w przekonaniu, że lepszego patrona nie mogliśmy sobie wybrać.
Dokładnie oglądali nasz sztandar, logo i wszystko im sie podobało. Jeszcze dodam, że podczas odsłonięcia pomnika Ławeczki Generała Maczka, syn, pan Andrzej usiadł koło postaci ojca i pogłaskał go po ręce. To było takie wzruszające. Powiedział również, że gdyby tata stał na piedestale, to na pewno byłby nieszczęśliwy. Ten pomysł siedzącego generała na ławeczce jest świetny, bo tata był bardzo otwarty na ludzi i zawsze szedł do ludzi i był między nimi. I tu można usiąść sobie koło niego.
Od pani Izabelli Brodzińskiej Przewodniczącej Szkocko-Polskiego Towarzystwa Kulturalnego w Edynburgu, która znała osobiście Generała, dowiedziałam się, ze Maczek na pewno byłby dumny i cieszył się, że jest patronem naszych szkół, że mamy dwa razy do roku „Dni Polskie”, podczas których śpiewamy Hymn (2-3 Maja i 11 listopada). Zawsze podkreślał, że wszyscy Polacy mają pamiętać, że są Polakami i z okazji Święta Konstytucji 3. Maja oraz Święta Odzyskania Niepodległości powinni śpiewać Hymn. I my od samego początku istnienia szkół świętujemy dokładnie te dwa dni, kiedy dzieci i nauczycielki ubierają się na biało-czerwono i śpiewają Hymn. Często dołączają do nas rodzice.
Mamy więc nadzieje, że przez to pamięć o Nim pozostanie na zawsze.

Jest to piękne, ze nie wstydzicie się patriotyzmu.
Wychodzicie z polskością na zewnątrz.

Jako nauczycielki jesteśmy o tym przekonane, że tak trzeba. Nie wstydzimy się ubierać na biało-czerwono, jesteśmy dumne z naszego logo, które jest wybitnie w barwach polskich. To my jako polska szkoła musimy pokazać dzieciom jak wygląda polska flaga, polskie godło państwowe. Po to też są te dwa „Polskie Dni”, by utrwalać dzieciom symbolikę narodową, że biały jest na górze a czerwony na dole.
Poza tym wiemy, że generalnie w domach nie śpiewa się hymnu. Ciężko jest bowiem powiedzieć dziecku, „a teraz staniemy na baczność i śpiewamy hymn”. Dlatego to my musimy wykonać to zadanie. Z radością przyznaję, że uczniowie, którzy oglądają mecze, znają cały hymn.
Program, który realizujemy zawiera informacje o geografii Polski. Od drugiej klasy co roku są lekcje o Warszawie. Do Warszawy cały czas się wraca. Są legendy z nią związane. Chcemy też, by dzieci wiedziały, że miasta mają swoje herby, aby kojarzyły, że syrenka z mieczem w dłoni to herb Warszawy. Zależy nam na tym, aby dzieci utrwalały sobie położenie geograficzne większych miast Polski, np Gdańsk – automatycznie kierujemy wzrok na północ mapy, a jak Kraków to na południe; Smok Wawelski jest z Krakowa, a nie z Gdańska.
Wiele dzieci nie kojarzy słowa Wisła. Dlatego tez na ostatnim pikniku, tor do gry w kapsle był w kształcie Wisły, gdzie były nazwy najważniejszych miast leżących u jej brzegów. Zabawa jest dobrym sposobem na utrwalanie wiadomości.

Jak Pani dobrała pedagogów?
Czy panie nauczycielki same się zgłosiły czy też trzeba było dać ogłoszenie o naborze ?

Część Pań zgłosiła się sama, część z ogłoszenia. Wszystkie panie są mocno zaangażowane i „wkładają dużo serca” w wykonywaną pracę. Szkoły polonijne mają swoje priorytety. Naszym jest to, by dzieci nauczyły się czytać i pisać po polsku oraz poznały tradycje i kulturę polską. I na to tez kładziony jest duży nacisk. Nigdy też nie usłyszałam, żeby któraś z pań powiedziała, że nie będzie świętowała „Polskich Dni”, czy też nie ubierze się na biało-czerwono.

Nauczyciel to nie zawód. To powołanie .Widać to świetnie w waszym zespole.

Przyznam, że większość naszych nauczycielek, nigdy nie uczyła w Polsce. Przyjechały tutaj zaraz po studiach. Miały różne zawody. Uczyły w szkole, czy przedszkolu szkockim. Jednak zawsze ich marzeniem było uczyć polskie dzieci.
Przez to, ze jest to Stowarzyszenie nauczyciele zarabiają mało. Poświęcają mnóstwo czasu, aby w tygodniu przygotować się do zajęć. Są to pasjonaci. Panie robią to co lubią i dlatego się temu poświęcają. Mnie jako dyrektorowi bardzo dobrze się współpracuje z tak zaangażowanymi osobami. Czasami jakiś pomysł przychodzi mi nagle lub późno, ale nigdy nie słyszałam z ich strony – „za późno nas o tym poinformowałaś” lub „i tak mamy już dużo pracy”. Robią wszystko co jest dobre dla dzieci.
Poza tym realia nauczania w szkole polonijnej są zupełnie inne jak w Polsce. Musimy pracować z dziećmi dwujęzycznymi i dlatego musiałyśmy przejść odpowiednie kursy przygotowujące do takiego nauczania. Musiałyśmy się nauczyć, że dziecko tutaj już funkcjonuje w systemie edukacji. To co jest normą w Polsce wcale, nie musi być normą w Szkocji, np prace domowe, których tutaj dzieci nie mają. Ucząc polskiego, musimy uczyć dzieci kaligrafii, ale nie możemy od nich tego wymagać. Funkcjonują one w systemie szkockim i gdy napiszą wielką polska literę H, K albo J to szkocka nauczycielka tego nie odczyta. Więc są to takie dylematy, które musimy rozwiązać. Same musimy się uczyć, przechodzić szkolenia i wiele z siebie dawać.

ECP prowadzi również szkolenia dla dorosłych. Niedawno przeczytałem informacje o kursie pod tytułem „Oswoić depresję”

Jeśli chodzi o ten projekt, to tworzyła go w tym roku z nami jedna z mam, pani Aneta Pruszko-Thompson. We wrześniu prowadziła w naszych szkołach warsztaty z dwujęzyczności dla rodziców. Sama jest mamą dzieci dwujęzycznych. Jest psychologiem i nauczycielem. Prowadzi terapie.
To od niej dowiedziałam się , że rząd szkocki zaleca by dzieci imigrantów rozwijały swój ojczysty język. By nie wstydzili się wychodzić ze swoim językiem na zewnątrz.

Od szkockiej nauczycielki słyszałem, że nie ma dobrego angielskiego bez dobrego polskiego

Dla niektórych rodziców język angielski jest ważniejszy, bo uważają, ze dziecko później sobie nie poradzi w szkole szkockiej. Dla innych rodziców to polski jest ważniejszy.
Wyjeżdżając do Szkocji też nie wiedziałam, że w domu należy przede wszystkim uczyć polskiego. Dowiedziałam się tego jako matka dziecka dwujęzycznego na szkoleniu zorganizowanym w brytyjskiej szkole. To nauczycielki brytyjskie uświadomiły mi, że muszę dziecko uczyć polskiego. Bez dobrego polskiego moje dziecko nigdy nie osiągnie wysokiego poziomu języka angielskiego. Na początku bardzo mnie to dziwiło, ale kiedy zaczęłam na ten temat czytać, uczestniczyć w szkoleniach, okazało się ze tak jest. Pamiętam jak trafiały do mnie, na prywatne lekcje dzieci, których rodzice nie wiedzieli, ze powinni zadbać o naukę języka polskiego. To dopiero nauczyciele ze szkockiej szkoły po prostu doradzili Im wysyłanie dzieci na takie lekcje. Chodzi przede wszystkim o słownictwo. Jeżeli dziecko nie umie czegoś nazwać po polsku, to nie znajdzie tego słowa w angielskim.

Zapewne z podobnymi problemami musi się borykać Polonia na całym świecie. Czy współpracujecie z organizacjami polonijnymi w innych częściach globu?

Byłam w październiku na V Zjeździe Polonii w Warszawie. Uczestniczyło w nim ponad 600 osób z całego świata. Ja brałam udział w forum dotyczącym edukacji. Dowiedziałam się tam ciekawych rzeczy. Wydawało mi się, że mamy określone problemy, bo nasza szkoły istnieją krótko. Okazało się, że szkoły, które mają sześćdziesiąt lat, mają podobne, a wręcz takie same trudności.
Co ciekawe, programy nauczania są wszędzie w zasadzie takie same.

Powiedziała Pani młoda szkoła. To ile wiosen sobie liczycie?

Działamy czwarty rok. Ciągle raczkujemy, ale jak na tak krótki okres czasu to myślę, że osiągnęliśmy już bardzo wiele. Nawet pan Konsul Generalny, który został tu nowym konsulem rok temu czyli kiedy szkoła miała trzy lata, wyraził podziw, że w tak krótkim czasie można było tyle zorganizować. Wiem, że nie osiągnęłabym tego bez moich pań nauczycielek.
Postawiliśmy sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Już teraz nie możemy się cofnąć. Możemy iść tylko do przodu. Ponad 180 uczniów w Dalkeith i 90 w Edynburgu. Jest to niezły wynik jak na cztery lata.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Dziękuje

***

Artykuł powiązany:

Polsko-szkocka przyjaźń w 100 rocznicę odzyskania Niepodległości